Otóż dostałem sie na filo na uś. Nie udało się natomiast na:
Prawdę mówiąc za juha nie wiem co będę po tym robić. Możecie mi tu podsuwać pomysły
Trzeba też przyznać, że Polska jest krajem niesamowicie zjebanym. Jak wiadomo, według nieoficjalnych danych, od 8% do 22% przyjętych na taką poli czy socjo to córki i synowie nauczycieli, znajomych rektorów i rektorek, skorumpowanych polityków, lekarzy (w tym dentystów) i innych społecznych szumowin, które swym zjebanym dzieciom załatwiają miejsca, tam kaj te chcą.
W ten sposób, ujawniając mechanizmy kierujące niby-wzoram postaw dla społeczeństwa, wyżalam się że nie dostałem się tam kaj żech chciał. Ale nie ma źle, do takich kurestw dochodzi w większości krajów zacofanych, jak konserwatyzująca "Polska". Przez tych przyjętych potencjalnych ciuli moja pozycja była z góry przesądzona, a szanse wielce marne. Zabrakło mi tylko od kilkudziesięciu do max. 300 miejsc do tych ostatnich przyjętych.
A na tej filo nie będzie chyba źle, mi się wydaje. Nie będzie źle jak mnie nie wyjebią po pierwszym roku. Inaczej do woja szkolić sie na generała lub na Polish Post do roboty. Potem, kiedy daj Bóg uda się skończyć zdobywanie wiedzy na uczelni, trza będzie pewnie jechać do "lepszego świata" robić jako typowy fizol.
Nikt z początku nie mówił, że będzie łatwo. Polskie szkolnictwo starało się mnie nauczyć do tej pory jak nie dostać brutalnie, jednak bez przesadyzmu, w morde po skończeniu nauki. Zobaczym czy coś z tego wyjdzie.

